Filmowo-Biegowo #2: „Niektóre tajemnice są zbyt wielkie, żeby je dochować”.

Leave a comment
Filmy/Seriale

Tym razem nie popełnię drugiej recenzji filmu o bieganiu. Parę dni temu trafiłem w sieci na zwiastun filmu „Mój przyjaciel smok” i kurczę… Zrobił na mnie świetne wrażenie. To nie będzie film o bieganiu. To nie będzie film o superbohaterach, które ostatnio oglądam w ilościach prawie hurtowych. To będzie film familijny zatytułowany „Mój przyjaciel smok”.

Historia zarysowana w zwiastunie wygląda na taką do bólu sztampową. Ale jeśli takie sztampowe produkcie firmuje prawie nie notujący w ostatnich latach wpadek Disney razem z Robertem Redfordem, Bryce Dallas Howard czy Karlem Urbanem, to zupełnie mi to nie przeszkadza.
Tak więc strażniczka leśna(?) Grace (Dallas Howard) odnajduje w lesie małego chłopca (Fegley) o imieniu Pete, który na pierwszy rzut oka wygląda jak skrzyżowanie młodego Tarzana z Mowglim. Nikt nie wie nic o odnalezionym przez przypadek chłopcu-sierocie i związanej z nim zagadką. Zagadka polega na tym, że także nikt nie jest w stanie wyjaśnić tego, jak Pete przetrwał w lesie sam przez kilka lat. Pete nie był jednak przez te lata w głuszy tak zupełnie sam – miał tam do pomocy swojego najlepszego przyjaciela Elliotta, który jak się później okazuje, jest smokiem. Zielonym. Futrzastym. Wyglądającym na pierwszy rzut oka jak opasły mini-dinozaur, smokiem. Grace razem ze swoją córką (Laurence) i ojcem (Redford) pomagają Pete’owi powrócić na łono cywilizacji i przy okazji ocalić Elliotta, który staje się celem dla lokalnego myśliwego (Urban).

„Pete’s dragon”, bo tak brzmi oryginalny tytuł „Mojego przyjaciela smoka”, jest remake’iem filmu z 1977 r., w którym prawdziwi aktorzy grają z animowanym smokiem. Animowanym w taki sam sposób jak np. Bolek i Lolek. Na zdjęciach tamta produkcja wygląda dziś już bardzo archaicznie, a i sam opis oryginalnej produkcji mówi mi, że nowa wersja będzie dość luźną adaptacją oryginału. Zwykle daję szansę oryginałowi przed wybraniem się do kina, jednak tym razem odpuszczam.
Mniejsza z tym – zwiastun nowego wcielenia tego filmu prezentuje się prze-fantastycznie. Strona techniczna stoi na bardzo wysokim poziomie, ponieważ to Disney, który dodatkowo zaprzągnął do pomocy fachowców z WETA Digital, czyli tych ludzi od Władcy Pierścieni i Avatara. Elliot jest jak żywy, dysponuje zdolnościami kamuflażu, których może mu pozazdrościć sam Predator, ale przy okazji wygląda tak, że – w przeciwieństwie do kosmicznego łowcy – chcesz się do niego przytulić. Nie wygląda na to, żeby miał przemówić basowym głosem sir Seana Connery’ego, tym bardziej nie makiawelicznym sykiem Benedicta Cumberbatcha ani w ogóle jakimkolwiek ludzkim głosem, jednak wcale mi to nie przeszkadza, dopóki lecąc Elliott wygląda chwilami zupełnie tak jakby płynął w powietrzu (+20 punktów do jego smoczego uroku).

Nazwijcie mnie sentymentalnym typem, ale oglądając trailer „Mojego przyjaciela smoka” momentalnie przeniosłem się w czasie do chwil, kiedy jako mały chłopiec zachwycałem się „Niekończącą się opowieścią” i z zachowaniem wszelkich proporcji – polskim „Przyjacielem wesołego diabła”.
Spodziewam się trochę wzruszeń, świetnej muzyki i być może nawet jakiegoś przesłania związanego z dorastaniem i z tym, że nic nie trwa wiecznie… Naprawdę mam nadzieję, że po premierze nowa produkcja Disneya po raz kolejny zarządzi w światowym box-officie i wkrótce w kinach będzie więcej filmów tego typu.

Szczęśliwie, polska premiera wypada tylko dwa dni po światowej i odbędzie się już 12 sierpnia.
Czekam jak jasna cholera.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *